poniedziałek, luty 28, 2005

Nici ze zdjecia

Nie mam fajnego zdjecia, zeby brac udzial w konkursie. To co zrobilam nie bardzo mi sie podoba. Ale chyba trzeba bedzie to wyslac i juz. I zeby wszyscy znajomi na mnie glosowali. Zeby kazdy dal mi duzo punktów za nic. Po znajomosci. Hitz zrobila fotomontaz i juz zawiesila. Jest czwarta. Trzeba jej pomóc bo jak nie ja, to niech chociaz wygra ona. A na dodatek zdjecia moje sa w aparacie a aparat w samochodzie a samochod w garazu... Chyba musze zadzwonic do Javiego...
Kolejny problem. Tylko jedna osoba z biura moze glosowac bo jestesmy jakby jednym uzytkownikiem... Musze koniecznie zawiesic moje zdjecie dzisiaj!!!
Od dzis zaczynamy na serio poszukiwania mieszkania. Mamy wyznaczone misje. Ja mam szukanie lokali w Bilbao i budzet remontowy a Javi lokale w Getxo i sprawy prawne. Bo wczoraj mielsimy narade wojenna i wszystko ustalilismy. Czego szukamy, co jest najwazniejsze, metraz, ceny etc. I postanowilismy, ze oprocz Bilbao tez poszukamy w Getxo. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie.
Wiec do roboty... Aj, konczy sie miesiac wiec i w pracy mam robote. Musze zrobic 9 map i 9 raportów!

czwartek, luty 24, 2005

Ikea

Za tydzien otwarcie naszej Ikei. Juz sie nie moge doczekac. Dzis mamy wszyscy glupawke w pracy. To chyba przez to zimno bo ogrzewanie dopiero jutro bedziemy miec... Najpierw zaczelismy wszyscy drukowac sobie kupony znizkowe do Ikei (o wartosci 3 euro), potem ogladac katalog a po pracy idziemy z dziewczynami (Amaia, Hitz i ja) robic sobie zdjecia na konkurs Ikei. 3 rozne meble gigantycznych rozmiarow poustawiali w miescie i trzeba sie z nimi fotografowac. Pierwsza nagroda 300 euro, i kolejne 10 po 100. Do wydania w Ikei oczywiscie. Jak juz zrobimy te fotki, zawiesimy je na stronie koknursu i bedziemy wszystkich znajomych napuszczec, zeby na nas glosowali.

wtorek, luty 22, 2005

Zima, zima, zima...

Strasznie mi zimno w biurze. W naszym pieknym lofcie nie mamy centralnego ogrzewania. I wlasnie skonczyla sie nam butla z butanem... Zimno... Jeszcze tylko godzina i przy odrobinie szczescia jutro przyjdzie pan dostawca, odtanczy nam cos (bo zawsze tanczy!!!!) i butle zamieni. A o tych dostawcach butanu to takie historie tu kraza, ze hej. Niezla maja reputacje. Ze niby w Hiszpanii nigdy nie wiesz czy nie jestes czasem dzieckiem dostawcy butanu... Ale jak na nich patrze to wierzyc mi sie nie chce...
A na dworze snieg... Nie w miescie, ale gorki przykryte biala kolderka.

Ongi Etorri! Witam!

Calymi dniami czytam sobie blogi innych ludzi ( do pracy, nie jestem jeszcze tak stuknieta!) i chyba troche zazdrosc mnie wziela. I tez postanowilam swoj wlasny blog stowrzyc. Bede w nim pisac o wszystkim ciekawym, co wydarzylo sie w moim zyciu na nie obcej mi obczyznie, wklejac zdjeciówki etc. Zobaczymy na ile starczy mi cierpliwosci... Trzymajcie za mnie kciuki.

Na poczatek taka historyjka. W zeszlym tygodniu pojechalismy na weekend do Madrytu. Zatrzymalismy sie w domu u Thora i Elsy, ktorzy mieszkaja przy Plaza Castilla. Informacja ta, jak zaraz zobaczycie, jest dosc cenna. Okolo godziny 21 w sobote 13 lutego postanowilismy z Javim odwiedzic jeszcze sklep Habitat i moze cos sobie kupic do naszego przyszlego mieszkanka. My w Bilbao nie mamy niestety Habitatu, wiec szkoda nam bylo nie skorzystac z okazji i zajrzec tam choc na 10 minut przez zamknieciem. Zdazylismy! Udalo mi sie nawet zarazic Javiego moim entuzjazmem do tego sklepu, chociaz zaciagnelam go tam juz wczesniej w Bristolu i Barcelonie. Ale wtedy jakos nie przejawial zainteresowania. Teraz to co innego... To chyba perspektywa urzadzania naszego mieszkanka takie skutki odnosi bo ostatnio nawet mi gazety wnetrzarskie podczytuje. Kupilismy dwie male miseczki bialo-granatowe w paseczki i zakochalam sie w zaslonach w kratke, ale nie o tym mialam pisac. Jak juz nas obsluga wyrzucala, bo tez dziewczyny chcialy wreszcie odpoczac i isc sobie do domu, postanowilismy skoczyc obok do Corte Inglés, bo zamykal o 22. Pobuszowalismy troche w dziale DVD i korzystajac z okazji, ze bylo 35 % znizki na wszystkie filmy, kupilismy 6 DVD. I wreszcie kiedy juz nie bylo zadnego otwartego sklepu w Madrycie postanowilismy isc na piechotke do domu. 2 stacje metra to dla nas nic. A droga przyjemna: Paseo de la Castellana w strone Plaza Castilla (te szczegoly tez moga okazac sie istotne). W domu czekala na nas juz kolacja i dwoje innych znajomych z Bilbao. I tak w szostke siedzielismy sobie przy kolacji, zajadac sie gdy Elsa zobaczyla we wlaczonym telewizorze (wiem, ze to straszny obciach) plonacy wiezowiec na Paseo de la Castellana. Dwie stacje metrem od miejsca gdzie sie znajdowalismy. Ja oczywiscie spragniona przygody chcialam tam isc, ale nie znalazlam chetnego, ktory zechcialby mi towarzyszyc. Javiego bolaly stopy (Ale ochote mial! On jest taki sam jak ja!!!) a ja sama nie chcialam spacerowac po 1 w nocy po miescie coraz czesciej porownywanym z nowojorskim Bronxem. Tak wiec musialam sie zadowolic ogladaniem TV. W pewnym momencie wydalo mi sie, ze w plonacym budynku zapalily sie swiatla. To znaczy byly okna, w ktorych swiecilo sie caly czas, ale te zaswiecily sie na moich oczach, " na zywo". Wszyscy mnie wysmiali i powiedzieli, ze jestem spragniona sensacji. I tyle. Ale ja wiedzialam swoje.
A teraz po tygodniu z hakiem od wydarzenia okazuje sie, ze na amatorskich nagraniach wideo widac dokladnie dwie postacie wjednym z biur plonacego wiezowca. Z latareczka! Chyba po prace domowa na weekend wyrabiacze normy poszli. I strazacy mowia, ze to nie oni... I w kilku miejscach plonacego juz budynku nagrano biura, w ktorych nagle zapalalo sie i gaslo swiatlo. A jakies teoretycznie zamkniete przez policje wejscie podziemne do budynku ma zerwana klodke... I niby ja zadna sensacji!!! Zycie przerasta jakikolwiek kryminal czy telenowele!
Tylko jedno mnie zastanawia... Co jest az tak wazne lub/i kompromitujace, zeby zyciem ryzykowac??? Niestety obwawiam sie, ze sprawa ta nigdy nie zostanie do konca wyjasniona...
A Thor tylko caly czas zalowal, ze to nie jego biuro sie spalilo... Bez komentarza.