wtorek, maj 31, 2005

28 lat minelo...

I bynajmniej mnie nie nie martwi ani nic w tym stylu. Fajnie, zawsze chcialam miec 30 lat, odkad siegam pamiecia. I zblizam sie do mojego wymarzonego wieku.
Urodziny zacely sie raczej zle... a potem bylo jeszcze gorzej... Z samego rana (wychodzac do pracy i obladowana siatami z jedzonkiem) zatrzasnelam sie miedzy drzwiami i krata i musialam obudzic Javiego walac w drzwi zeby mnie wypuscil.
Potem byly urodziny... Tu wszystko w porzadku. Wszystkim wszytsko smakowalo, a przynajmniej tak mowili. No, w kazdym razie nic nie zostalo. Zrobilam quiche lorraine, tarte pomidorowa z mozzarella na ciescie francuskiem (nawet nie sprobowalm!) i szarlotke. A Amaia dwa serniczki. Do tego przynioslysmy chlebek i cos do chlebka.
Moja dekoracja stolu wszystkich zaskoczyla i dobrze! O to wlasnie mi chodzilo. Bo oni zawsze stawiaja biale plastikowe kubeczki i talerzyki a zamiast serwetek (az wstyd mi za nich) oddzieraja sobie po kawalku papieru toaletowego!!!
Wklejam pare zdjec.


Tak wygadal nasz loftowy stól.


Szarlotka... mniam mniam...

Quiche lorraine... nie ma juz z nami tej formy :(


Tarta, ktora PODOBNO byla wysmienita. Talerzyk zolty taki sam jak potrzaskany pomaranczowy. Ten przetwal. Mam jeszcze jeden taki, ale czerwony.


A w drodze powrotnej do domu porwala mi sie torba, w ktorej nioslam graty i potrzaskalo mi sie pol mojego szklanego dobytu: pomaranczowy talerz i forma z Ikei. Cale szczescie Amaia poszla po pracy do Ikei i mi kupila forme. Brakuje tylko talerza ale Javi obiecal, ze mnie zawiezie do sklepu gdzie je maja.

poniedziałek, maj 30, 2005

Moj prezent urodzinowy!!!

A jednak! Dostalam walizeczke na laptopa! Przez trzy dni byla z nami w domu, chyba nawet u nas w pokoju a ja jej nie znalazlam!!! Chyba sie starzeje...
Jest swietna, sztywna, wygodna i lekka a na dodatek tak malo dyskretna!!!
Dzieki Jabitxu!


piątek, maj 27, 2005

Mam ochote na...

...nowa plyte Tiersena... Przecztalam w gazecie, ze wyszla w zeszlym tygodniu i chyba sobie kupie. A moze na urodziny dostane?


Urodziny w poniedzialek. W pracy mamy taki zwyczaj, ze jak ktos ma urodziny to robi wyzerke. Ja jako osoba o wyrafinowanym guscie i niezwyklej skromnosci, postanowilam sie wybic na tym tle. Stawiam na oryginalnosc, dekoracje, smak i styl. W niedziele wiec wielke gotowanie a Amaia obiecala mi pomóc. Menu jeszcze nie jest ustalone ale mam juz jakies pomysly. We wtorek moze nawet jakas fotke wrzuce??? Pomysle nad tym.

czwartek, maj 26, 2005

Kwiatki dla mojej Matki

Mowie Matki bo rymuje z kwiatki, ale mysle Mamusi. Na Dzien Matki.

Nareszcie mamy lato

Takie prawdziwe. Na termometrze 34 stopnie. Po pracy ide z Amaia na roleczki a potem na baskijski! Moze sie nawet troche opale. Juz mam lekko brazowe ramiona. Wczoraj calkiem przypadkiem przyszlam do pracy w tych samych kolorach co Amaia: bialo-postacjowo. Potem okazlo sie, ze Marijosé i Ziortza sa taka samo ubrane na czerwono a Hitz i Ibán maja turkusowe koszulki. Dzisiaj Amaia i ja ubralysmy sie na rozowo-bezowo. I na poniedzialek umawiamy sie wszyscy 7 na jeden kolor, albo dwa ale te same. Javi ostrzega, ze jego garderoba za duzo kolorów nie ma. Niektore firmy ubieraja swoich pracowników w garniturki albo inne uniformy a my sie sami tak stroimy! To chyba nie jest calkiem normalne...

środa, maj 25, 2005

Bilety lotnicze dla grubasów

Wlasnie przeczytalam, ze Air France wprowadza tansze bilety lotnicze dla grubasów, ktorzy zajmuja dwa miejsca. I swietnie! Bo skoro i tak je zajmowali, to niech przynajmniej placa. A poza tym nie zazdroszcze tym osobom, ktorym dane jest podrózowac obok wylewnego grubasa. Wiem bo sama tego doswiadczylam. Na dodatek w ciasnym samolocie jest to o wiele bardziej uciazliwe. Dreszcz nie przechodzi na sama mysl. Jak jechalam autobusem z moja szanowna siostra przez pol Stanów, to tam grube osoby mialy pod dwa bilety. I tak jest wszystkim wygodniej.
A poza tym ciesze sie strasznie bo termometr za oknem biura pokazuje 39 stopni!!! Nareszcie mamy lato! A jutro jeszcze cieplej. Kocham slonce, upal i zar. Jak plomienie leca z nieba na czlowieka...

poniedziałek, maj 23, 2005

Zrobilam sobie test na osobowosc

A oto moje wyniki:

Stability results were moderately low which suggests you are worrying, insecure, emotional, and anxious.

Orderliness results were moderately high which suggests you are, at times, overly organized, reliable, neat, and hard working at the expense of flexibility, efficiency, spontaneity, and fun.

Extraversion results were high which suggests you are overly talkative, outgoing, sociable and interacting at the expense too often of developing your own individual interests and internally based identity.

trait snapshot:

clean, self revealing, open, organized, outgoing, social, enjoys leadership and managing others, dominant, makes friends easily, does not like to be alone, assertive, hard working, finisher, optimistic, positive, likes to stand out, likes large parties, respects authority, practical, high self esteem, perfectionist, dislikes chaos, busy, not familiar with the dark side of life, controlling, high self control, traditional, tough, likes to fit in, conforming, brutally honest, takes precautions

Advanced Global Personality Test Results
Extraversion70%
Stability43%
Orderliness66%
Empathy36%
Interdependence83%
Intellectual56%
Mystical63%
Artistic83%
Religious10%
Hedonism10%
Materialism56%
Narcissism56%
Adventurousness43%
Work ethic70%
Self absorbed50%
Conflict seeking56%
Need to dominate56%
Romantic50%
Avoidant30%
Anti-authority30%
Wealth70%
Dependency16%
Change averse36%
Cautiousness63%
Individuality30%
Sexuality56%
Peter pan complex16%
Physical security90%
Food indulgent30%
Histrionic56%
Paranoia43%
Vanity63%
Hypersensitivity63%
Female cliche70%
Take Free Advanced Global Personality Test
personality tests by similarminds.com


A siebie w tym widze. A Wy?

czwartek, maj 19, 2005

Kupilam sobie ksiazke

Poszlam wczoraj do ksiegarni po dwie ksiazki. Nie znalazlam. Kupila inna. Zaraz pojde znowu i moze dzisiaj kupie. I znowu mam dobty humor. Duzo, duuuuuuuuuuuuuzo pracy, ale przyajmniej swieci slonce. A jutro mi zaplaca za tlumaczenia!!! To zawsze jest dobra wiadomosc.
A dwie z moich swiezo nabytych ksiazek. Postanowilam doszkolic sie troche. Nie zebym jakos specjalnie potrzebowala, ale ambitna jestem i tyle.

.


A jak wejdziecie na ten link, to znadziecie katalog festiwalu ostatniego i moje nazwisko wsród tlumaczy!!!

http://www.auxmagazine.com/noticias/programafant.pdf

środa, maj 18, 2005

Katedra Pana Justo

Don Justo to taki pan, ktory od 40 lat buduje sobie katedre por Madrytem. Sam! A jego znajomosc architektury ogranicza sie do lektury wloskich ksiazek o budowaniu katedr. Podobno pisaly o nim najwieksze gazety na swiecie, a w Hiszpanii malo kto o nim wiedzial. Jestem pod wrazeniem!!!
Na tej stronie mozecie zobaczyc jego dzielo. Jak na takiego amatora jest calkiem calkiem. Chapeau bas Don Justo!

http://www.minusval2000.com/otros/reportajes/catedral_con_justo/imagenes/gralFrenGR.jpg

Wiadomosc z ostatniej chwili... Katedra znajduje sie na ulicy Antonio Gaudí.

Mieszkanie Jokina CD

Mieszkanie ma 65 metrów i ogródek 6 na 20 metrów!!! Dwa pokoje, dwie lazienki, salon, kuchnia z pakamerka. Tyle wiemy. Ogród robi wrazenie. Bo nawet przy nieduzym mieszkaniu jak sie ma gdzie wyjsc to sie wieksze wydaje. Mozna jesc na swiezym powietrzu.
Poza tym jestem dzis w dobrym humorze i optymistycznie patrze na swiat. Nawet slonce wyszlo po dwoch dniach ulewnych deszczy.
Amaia jest teraz z jednym pilkarzem z Atleticu i robi z nim wywiad na miescie. Javi zadzwonil, zeby wziela autograf dla siostrzyczki kolegi bo strasznie w nim zakochana... A chlopak glownie jest znany z tego, ze na jednym meczu pokazal bokserki w kolorach klubowych. Amaia nawet przed tym wywiadem nie wiedziala jak on wyglada! Bokserki znala, ale twarzy nie!

wtorek, maj 17, 2005

Miedzy Sewilla i Kadyksem

Wlasnie wrocilam z obiadu. Bylam w domu i ogladalam wiadomosci. Jest takie miasteczko w Hiszpanii, ktore jest podzielone miedzy Sewille i Kadyks. I dziwne rzeczy w zwiazku z tym sie dzieja. Bo na przyklad jedna pani pierze ciuchy w Sewilli ale wywiesza je na patio w w Kadyksie. Bo akurat ma takie szczescie, ze jej dom na granicy stoi. Ludzie mieszkajacy na tej samej ulicy glosuja na róznych burmistrzów i nawet moga inne partie sprawowac wladze po jednej stronie chodnika i po drugiej! I inne rejestracje maja, inne podatki placa! Jeszcze lepiej byloby gdyby przez miasteczko granica panstwowa przechodzila... I mowia, ze jedyne rozwiazanie to zmiana mapy Hiszpanii.
Druga sprawa. Jeden kolega Javiego widzial jeden moj film i gratuluje mi tlumaczenia! I sam jest tlumaczem. Milo mi i strasznie sie ciesze.

poniedziałek, maj 16, 2005

Moj prezent urodzinowy i mieszkanie Jokina

Dwie wiadomosci z ostatniej chwili. Jedna dobra druga zla.
DOBRA. Jokin i Susana wygrali w losowaniu mieszkanie!!! Fajnie brzmi, nie? Wyjasniam szczególy. W Hiszpanii lokalne rzady i wladze miejskie losuja mieszkania po cenie nierynkowej czyli po kosztach. Maja zawsze jakies w zanadrzu, dla biednych (czytaj normalnych ludzi), ktore mozna kupic taniej niz normalnie. Sa to zazwyczaj mieszkania nowe i nie wolno ich ani wynajmowac nikomu innemu ani sprzedac w ciagu chyba 10 lat. W Bilbao na jedno takie mieszkanie przypada jakies 500 chetnych. Ale oni zlosili sie w Amurrio, czyli tam gdzie mieszkaja. I bylo tylko 33 osoby na 10 mieszkan. Czyli wieksze szanse na nie, ale udalo sie!!! Teraz Noam bedzie mial gdzie mieszkac. A najlepsze jest to, ze Susana ma urodziny za 2 tygodnie i o lepszym prezencie nie mogla zamarzyc. Wiemy tylko, ze mieszkanie ma albo 70 albo 90 metrów i ogródek na 100%. I ze jest na parterze.
ZLA. Nie dostane na urodziny walizeczki snobistycznej na laptopa. Widzialam w sklepie dla bogatych Pan (Jota dla tych, ktore znaja. Mama, ten gdzie kupilas mi sztucce do salatek a ja Gosi jedwabna, turkusowa chusteczke). Bardzo mi sie podobala bo bardzo kobieca z jakby wycinkami z kobiecych pism z moda nadrukowanymi na materiale. Wydala mi sie bardzo oryginalna i ladniejsza niz zwykle czarne. Wiec cos napomknelam Javiemu. A on pare dni pozniej spytal gdzie ta walizka byla, co mi sie podobala. Jego zainteresowanie moimi wizytami na sklepach jest nienormalne wiec wpadlam na pomysl, ze na 3 tygodnie przed urodzinami moze oznaczac tylko jedno. Potem powiedzialam, ze ide na sklepy a on na to czy zamierzam sobie kupic te walizke. Wszystko bylo wiec jasne!!! Wiec sie pochwalilam Anderowi a on doniósl o tym Javiemu. Ze ja wiem co dostane. Na to Javi wrocil do domu i powiedzial zebym zapomniala o walizce bo jak nie ma niespodzianki to on tak nie chce!!!
To moze chociaz te ksiazke dostane??? Widzialam ja tez po hiszpansku i nawet powiedzialam cos w domu, ze fajna i mi sie podoba.
.

Ikea i Francja czyli przepis na udany weekend

W piatek po pracy zbajerowalysmy Javiego, zeby nas zawiózl do Ikei. Udalo sie. Zaprosilysmy go za to na obiad. Kupilam wiec sobie pare gratów: lampke, kocyk (w rzeczywistosci jest jasno-turkusowy!, wyciskarke do czosnku i inne drobiazgi. Lampka jest swietna. Juz dawno ja sobie upatrzylam. Nie wiem dlaczego, ale nie nagrzewa sie jej klosz. To chyba przez zarówke pokryta jakby warstwa gumy.

W sobote rano pojechalismy do Francji, tak jak zaplanowalam. Do Capbreton (Les Landes). Mielismy szczescie bo byla piekna pogoda. Chodzilam bez rekawka i chyba mi sie troche lapy opalily. Spacerowalismy sobie po miasteczku i po plazy, polazilism troche po sklepach (nic nie kupilam!!!) i odpoczelismy wreszcie. A w nocy ogladalam variété w TV. Na dole wklejam kilka zdjec hotelu i miasteczka. Bardzo fajnie polozony. Mielismy widok z pokoju na port i z balkonu na ocean. W sobote po poludniu wyskoczylismy do Bajony,ale bardzo sie zdenerwowalam bo o 19 zamkneli mi sklepy! Co za kraj. Tak wiec nawet zadnej ksiazki ani plyty nie nabylam. Bez sensu. Nastepnym razem pojedziemy do Francji w tygodniu! W niedziele pojechalismy sobie do Labenne gdzie wpadlismy na wyprzedaz garazowa (Vide Grenier) na placu przed kosciolem. Ludzie sprzedawali rozne starocie, ale ez nic ciekawego nie wypatrzylam. Poza tym mieszkajac w Hiszpanii jakiekolwiek zakupy we Francji wychodza drogo. W drodze powrotnej do domu, wpadlismy do St. Jean de Luz. Na spacerek i sklepy (i znow nic nie kupilam... chyba sie starzeje)...

.
.

piątek, maj 13, 2005

Piatek Trzynastego

Znowu piatek czyli dzisiaj pracujemy tylko do 15. Ja wiem, ze w Polsce nie brzwi to wcale tak rewelacyjnie, ale tutaj tak. W pozostale dni tygodnia pracujemy do 18.30! Wiec piatki sa takie dziwne, jakby sie ze szkoly zwialo... Ale ja nie jestem tak wolna jeszcze. Moj weekend zaczyna sie o godzinie 22 kiedy konczy sie kurs baskijskiego. Z kuchni (chociaz moje biuro to gigantyczny loft, kuchnia i lazienki sa oddzielone od reszty) dochodzi do mnie zapach kawy... Wiec zaraz przerwa na kawe, potem zebranie, na ktorym zostanie komus przydzielony duzy i wazny klient, ktorego nikt nie chce. Moge powiedziec, ze to firma wyspecjalizowana w napojach. I nie ta druga tylko ta pierwsza. Ta od zawsze. Wiadomo o kogo chodzi? No to dobrze. Wiec bedzie to nasz najwaznieszy klient. Poki co moj jest najwazniejszy! Najwazniejszy znaczy ten co placi najwiecej i trzeca go dopieszczac i raporty sprawdzac i zmieniac 20 razy przed wyslaniem. Wiec ja jestem raczej bezpieczna. Bo nikt nie przywali takiej roboty i takiej opdowiedzialnosci osobie, ktora ma cos podobnego. I gdzie tu czas na pisanie blogu i szperanie w internecie???
Wracam do roboty. Bo jak bede ladnie pracowala to moze dostane od firmy, ktora sie zajmuje prezent bozonarodzeniowy w formie kuponu do wydania w ich sklepach??? Sama wpadlam na taki pomysl, ze mogliby. Bo co to dla nich... Kto wie o jakiej firmie mowie, to mnie rozumie...

czwartek, maj 12, 2005

Wypad na weekend

Jestem w pracy ale nie pracuje. Cos zmieniaja w bazie danych i niewiele mozemy teraz zrobic. Wlasciwie nic wiec organizuje nasz weekendowy wypad. Chyba do Francji. Moze les Landes. Ja bym chciala w sobote po jakis sklepach we Francji polazic i byc na plazy i w naturze... Nie wiem niestety jaka bedzie pogoda a od tego bardzo wiele zalezy. Na razie zaplanowalam Capbreton. Tylko pol godziny od Biarritz. A Biarritz to rzut beretem od nas. I na dodatek tam jest tak pieknie. Jak nad Baltykiem. Bialy piaseczek, blekitny ocean i sosny!!! Ja bardzo nie lubie palem nad morzem. Mam ich dosc. Tu cale szczescie nie rosna! A sosenka to najlepsze drzewo jakie moge sobie wyobrazic przy plazy. Wiec biore sie za szukanie.

środa, maj 11, 2005

Tlumaczenie:

Bylismy wczoraj w kinie. I niby nic w tym nie ma dziwnego ale... Z ciekawosci chcialam zobaczyc kto przetlumaczul film (bo francuski i niezle zrobione) i galy mi na wierzch wyszly kiedy zobaczylam moje nazwisko na ekranie. Bo nie ja ten film przetlumaczylam! Poszlam wiec do chlopaka, ktory sie tym zajmuje. Rozmawial z jakimis ludzimi i jak mnie zobaczyl to powiedzial: "o to wlasnie jest tlumaczka!" I ludzie mi pogratulowali, ze dobrze zrobione. A ja na to, ze to nie ja. Ze poczatkowo film mial byc dla mnie, ale potem dostalam inne bo ten jeszcze byl w obrobce a czas naglil. I tu padlo pytanie, ktore zwalilo mnie z nog: Jestes pewna, ze to nie ty to przetlumaczylas? I kto jesli nie ty to zrobil? Dziwne. zawsze chcialam zobaczyc moje nazwisko na ekranie, ale nigdy nie poszlam na zaden film, ktory zrobilam (juz ponad 20!). I wczoraj zobaczyla chociaz film nie byl moj!

poniedziałek, maj 09, 2005

Telewizja

Przyszla do nas dzisiaj telwizja. Nie wiem po co, ale przyszla. Nagrywali, rozmawiali (nie ze mna) i poszli. Jak sie dowiem kto i po co, to Wam powiem. W pracy juz calkiem zwariowali. Zrobili konkurs na najgorsze zdjecie Ratzingera. I tak sobie wysylaja w kolko. A ze bawi sie w to juz pol Hiszpanii, to mi skrzynke zawalaja. Te wszystkie prawdziwe zdjecia i fotomontaze. I dowcipy.
Strasznie jestem zmeczona bo bardzo duzo ostatnio pracuje. Troche tez sie obijam, ale pracuje jednak wiecej. A poza tym, co juz pare razy mowilam, w mojej pracy dokladnie widac jak pracowalam i nawet w jakich dniach lepiej a w jakich gorzej. W bazie danych to wszystko jest zapisane! To nie dla obiboków!
Mam straszna ochote na wakacje, ale nie swieta. Nie cierpie swiat, tych wszystkich odgórnie wolnych dni. Bo sklepy zamykaja, zakupy trzeba robic na zapas. Przed Wielkanoca pojechalam z Anderem na duze zakupy do Artei i okazalo sie, ze w calym supermarkecie nie zostalo nic z kurczaka! Ani piersi, ani udka .... NIC. A to dopiero bylo wczesne popoludnie. Nie znosze swiat i tyel!
Wiec ja chce wakacje a nie swieta. Mam juz bilety i plany na wakacje. Teraz tylko trzeba ladnie czekac i ladnie pracowac.

Wrocilam!

Ja tu caly czas bylam, ale jakos nie mialam czasu na pisanko. Caly zeszly tydzien byl dosc ciezki w pracy bo koniec miesiaca (mapy, raporty, interpretacje) i na dodatek poslizg z zeszlego miesiaca.
W weekend nigdy nie pisze bo nie chce mi sie do Internetu wchodzic. Po co? Po 40 godzinach tygodniowo mam dosc. Javi przeczytal, ze jak ktos spedza tyle godzin w Internecie co ja, to jest uzalezniony. A jak ktos pracuje w Internecie???
Weeknd uplynal mi bardzo milo. Na dobry poczatek kupilam sobie dwie pary butów. A pewnie. takie sandaly jak zawsze, na korkowej podeszwie zamszowe. Bo te z zeszlego roku bezowe juz wywalilam. Z zeszlego roku to one nie byly... mialy jakies 3 czy 4 lata. A moze i wiecej... Kupilam dwie pary bo nie wiedzialam jakie wybrac. Kilka kolorów i wzorów. Wiec wzielam klapki typu japonki, ale z szerokim paskiem i z klamerka czerwone i normalne sandaly z paskiem i pieta zapieta blado turkusowe. Pewnie mi sie zaraz wyswinia, ale coz to.
Ladne sa i juz! I wygodne. A najlepsza jest cena! Klapeczki 10,90 a sandalki 12,90. Dlatego tez wzielam dwie pary. Kocham zakupy w tym kraju!
Poza tym spedzilam milo czas z Noamem. Jaki on jest madry. Wie, ze na pytanie kogo wolisz Aznara czy Zapatero? nalezy odpowedziec Zapatero. A ma tylko 20 miesiecy! Cwaniak! I jak chce cyca to mowi, nawet z ktorego chce! Jestem pod wrazeniem. Jedny mankament to to, ze on wszystko powtarza. I juz nie mozna przy nim czegokolwiek mówic. Javi zaczal mowic "George Bush zly" i ten zaraz powtorzyl. Identycznie. Chyba ma sluch.
I tyle wracam do pracy, ktorej nigdy nie przerwalam tak na marginesie, bo po poludniu przychodzi goniec po raporty...

wtorek, maj 03, 2005

Powrót do pracy

Wreszcie wrocilam! Ja tak naprawde odpoczywam tylko w pracy. Przez trzy dni tego cholernego weekendu zrobilam wiecej rzeczy niz w zyciu calym. A wszystko bardzo potrzebne i bardzo nudne. Cala sobota sprzatnie i zakupy. Potem gotowanie na caly tydzien. Bo w tygodniu nie ma czasu. Okropienstwo. Troche potlumaczylam (1 film), powalczylam troche z moim programem do projektowania wnetrz (Prezent od Mikolaja). Juz prawie, prawie go rozgryzalam. Oczywiscie nie zamierzam czytac instrukcji bo po co? Szybciej sie tego wszystkiego naucze sama. Juz umiem umieszczac meble wewnatz mieszkania! I najlepsze jest to, ze moge dodawac do programu moje wlasne meble i materialy. Niestety meble musza byc rysunkami 3D. A takich nie mam. I chyba z Internetu nie sciagne... Nie wiem. Ale materialy moge dodawac. Zreszta w moim probnym projekcie podlogi sa parkietem, ktory sama sobie wkleilam. I zaslonki z Habitatu.
Nie wiem co tu sie dzieje (w pracy), ale wlasnie jedna robi zdjecia kartkom, ktore wychodza z drukarki! To chyba nie jest calikem normalne. Ale tolerancyjny czlowiek niczemu sie nie dziwi i o nic nie pyta...