czwartek, lipiec 28, 2005

Smutny pejzaz baskisjkiego rynku nieruchomosci

Po miesiacu intensywnych poszukiwan nasuwa mi sie jedno slowo: gowno. Nasza górna nieprzekraczalna granica to 240000€. W niektórych agencjach nie ma mieszkan ponizej tej ceny. Wchodze na strony agencji, otwieram wyszukiwarke, widze, ze w prowincji ma 700 mieszkan, w Bilbao 300 (nie jest zle, mysle sobie), wprowadzam te przekleta liczbe 240000 € albo raczej jak oni tu mówia 40 milionów (bo to nie Europa i w pesecie jeszcze tkwia) i nic. Wyszukiwarka nie znalazla nic odpowiadajacego moim krytetiom wyszukiwania. Albo jeszcze gorzej: lokale handlowe i garaze! Tu za garaz placa 50000 €.
Podobno powinnam zobaczyc wiecej mieszkan a nie tylko pierwsze, ktore mnie zachwycilo i zainspirowalo. Staram sie jak moge, szukam, dzwonie, chodze na piechote i przy 40 stopniowym upale po agencjach i nic. Nie moge zobazcyc innego mieszkania bo takich nie ma.
Przynajmniej polowa ogloszen to lipa. Czasem nawet nie istnieje mieszkanie, ale publikuja ogloszenie, zeby klienta przyciagnac. Potem mu powiedza, ze tego juz nie ma, ale jesli chce maja inne, drozsze, gorsze. I tak w koncu cos kupi.
Mam specjalny notes gdzie wklejam ogloszenia, notuje wnioski, namiary. I skreslam kolejne mieszkania z listy bo:
- cena jest inna niz w ogloszeniu
- metraz jest inny niz w ogloszeniu, a co za tym idzie cena tez.
- dzielnica nie jest ta, o której mowi sie np. nigdy nie mowia, ze mieszkanie jest w Arangoiti (gdzie nikt nie chce mieszkac, w gorach, bloki brzydkie i bandy latynoskie) tylko zawsze podaje sasiednie Desuto (dzielnica dobra i droga). Ale to przynajmniej po cenie widac, ze Deusto nie moze byc.
- mieszkanie sprzedane, zarezerwowane, wycofane ze sprzedazy (!)
- piec roznych ogloszen dotyczy tego samego mieszkania a w kazdym ma inny metraz!
- Mieszkanie sprzedane przez jedna agencje nie sklesla sie w innych
- Nie insteresuje mnie mieszkanie, ktore sie spalilo i jej caly budynek do remontu. Kiedys moze bedzie i piekne bo z 1905 roku. ale jakos nie chce mi sie czekac 5 lata na skonczenie remontu.
- Budynek do remontu (dach, fasada, schody, montaz windy) przy 10 mieszkaniach jest praktycznie nie do zaplacenia. Interesuja mnie wiec raczej mieszkania, gdzie mieszkan jest wiecej= ten sam remont rozklada sie na wiecej portfeli i ktore maja winde i wyremontowana klatke, dach, schody...
- Mieszkanie o wysokosci 190 cm nie wchodzi w gre. Bo chociaz my objoje raczej mali jestesmy, nie moglibysmy juz zaprosic do nas ani Thora ani Jokina. Sa wyzsi niz mieszkanie!

Ktos jeszcze uwaza, ze nie kupuje sie pierwszego mieszkania, ktore sie widzailo?

środa, lipiec 27, 2005

Nasz Nowy Telewizor

Moj koputer ma wiekszy monitor niz nasz telewizor. A ma tylko (albo jak na komputer az) 15 cali. I dla pary slepców (w okularach, znaczy profesor) to niezbyt wygodne i niezbyt zdrowe. Szczegolnie, ze TV ogladamy od godziny 22 i przy sztucznym oswietleniu. Wiec wczoraj doszlismy do wniosku, ze TV jest jednym z podstawowych sprzetów w domu. Prac zawsze mozna recznie ale dla pudelka nie ma alternatywy. I pomyslelismy sobie, ze jak kupimy mieszkanie nie bedzie nas stac na TV. Wiec trzeba kupic TV zanim kupimy mieszkanie. I pojechalismy do Media Markt. Wybralismy TV (moje kryteria byly niemal wylacznie estetyczne, chociaz marka tez mnie zadowala. Bo to siostra dla mojego komputerka!) ale przeszlo nam przez mysle, ze moze nam sie do samochodu nie miesci. Poszlismy do Ikei (jest obok). Wzielam metr i do samochodu. Mielismy racje. Do bydleco duzego samochodu nie wczodzi normalny 28 calowy telewizor. Bo my mamy styl a nie pojemnosc! Ale sie wkurzylismy. Bo albo masz samochód albo nie! Chyba dzisiaj zawiezie nas kolega swoim malym Seatem Ibiza! Ale za to za bagaznikiem normalnych rozmiarów.

wtorek, lipiec 26, 2005

Kilka slow o koncercie

Ummmm, jak milo bylo. Zaspiewal wszystko to chcialam i wiecej. I jak ladnie. Malo ludzi w sumie bylo (czego sie spodziewalam Barakaldo w koncu to bylo) ale publicznosc pierwszej klasy. Z tych co slowa piosenek znaja i spiewaja. Wiec Jorge Drexler wital nas i pozdrawial i dziekowal po baskijku. A my dwie ze smiechu sie zwijalysmy bo taka fajna wymowe mial. Ale milo z jego strony. Mowil eHkerrik AHko BiHkaia, zamiast eskerrik asko Bizkaia. Teraz tez tak mowimy!
Wracajac do koncertu... Okazuje sie, ze wszystkim najbardziej podobaja sie te same piosenki. I publika zaczynala nagle bic brawo w swoich ulubionych momentach pisenek. Tak spontanicznie i tak fajnie. I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu to tez byly moje ulubione fragmenty.
Jest jeden taki w piosence Mi guitarra y vos, ktory mowi o tym, ze istnieja rece, ktore potrafia zrobic narzedzia, ktorymi robi sie maszyny do robienia komputerów, ktore projektuja maszyny, ktore robia narzedzia, zeby ich uzywaly rece. Mniej wiecej cos takiego. I to moj ulubiony fragment w piosence i okazuje sie, ze nie tylko moj!
A potem zaspiewal moja piosenke Moro Judío i znow to samo. I zadedykowal ja Londynowi co bardzo mi sie podobalo. I jedna rzecz mnie zdziwila ogromnie. W pewnym momencie w tekscie mowi, ze kazda chimera jest warta wiecej niz jakakolwiek flaga bo to tylko smutny skrawek materialu. I ludzie zaczeli bic brawo. I wszystko byloby ok gdyby nie fakt, ze jestesmy w Kraju Basków. Tu troche jak w Stanach, flaga jest wszedzie. Ikurriña jest swieta! Wiec mnie to zdziwilo.

piątek, lipiec 22, 2005

Jorge Drexler w Barakaldo

Wiec ide dzisiaj na koncert! Z Amaia na 23.15! Ogolnie rzecz biorac nie lubie muzyki latynoskiej, wydaje mi sie tandetna. Do zakrecania dupskiem i potrzesienia cycem to i owszem, ale w moim zyciu nie ma miejsca dla muzyki bez wartosciowego tekstu. Wiec Jorge Drexler, o ktorym juz zdaje sie pisalam tutaj cos, odstepuje bardzo od stereotypu pisoenkarza latysnoskiego. I dlatego mi sie podoba. Bo to bard urugwajski! A jak wiadomo Urugwaj i Argentyna to Europa tylko troszke dalej, tak jak Nowy Jork. Nikt nie powie przeciez, ze Nowy Jork nalezy do kultury amerykanskiej.
Wiec ide na koncert i mam nadzieje, ze w oryginale uslysze moja ulubiona pisenke o muzulmanskim zydzie zyjacym posrod chrzesciajan... Yo soy el moro judío que vive con los cristianos... Ujjjj, uwielbiam. To taki pacyfistyczny protest song. Ktoregos dnia przetlumacze dla Was tekst.

czwartek, lipiec 21, 2005

To bedzie nasz dom?

Jeszcze jakies inne mieszkania zobaczymy chociaz ja nie potrzebuje. Wiem co jest i ze za te pieniadze w tej dzielnicy niewiele zostalo. I gdyby to mieszkanko bylo wyremontowane juz by przekroczylo nasz limit.
Wklejam kilka zdjec chociaz sie wahalam. Ale w koncu nie czyta tego blogu nikt, kto moglby zwinac nam to mieszkanie. Prawda? Nie wiecie jak trudno jest mieszkac w miescie, w ktorym sie nie buduje nowych mieszkan bo nie ma gdzie! Gdzie zeby zbudowac nowe, trzeba wyburzyc stare i zanim sie stare wyburzy juz sa nowe sprzedane. Fajnie mieszkac wsrod gor, ale jak brakuje mieszkan dla ludzi a praca jest to ciezko.
To jest ulica. Widok na dom ze sklepu Javiego! Zidentyfikujcie granatowa ciezarówke na pierwszym zdjeciu. Stoi mniej wiecej pod naszym tarasem. I potem odnajdzcie ja na 2 zdjeciu. Na wprost buduja konserwatorium muzyczne. Naszego mieszkanka nie widac, te co da sie wypatrzec sa na 3 pietrze! Z dolu nie widac z zadnego punktu. Brakuje odpowiedniej perspektywy.

środa, lipiec 20, 2005

Wrzesien

Mamy juz plany na wrzesien. Poniewaz nie moge brac wakacji w pierwszym ani ostatnim tygodniu miesiaca (ze wzgledu na raporty, ktore musze robic), w 3 tygodniu zamierzamy sie wybrac do Nowego Jorku. Bo Javi jeszcze nie zna miasta Woody Allena.
A w drugim tygodniu kupimy sobie mieszkanie. Bo ja powiedzialam: najpierw kupimy mieszkanie a potem mozemy jechac gdzie tylko chcesz. ostatnie wakacje na jakie bedziemy mogli sobie pozwolic???
Hmmmmm.... To nie sa zle plany...

wtorek, lipiec 19, 2005

Ja juz znalazlam moj dom!

I wcale nie interesuja mnie inne. To mieszkanie ma to czego szukam i 90 metrowy taras w promocji. Chociaz uzywalabym tylko czesci tarasu (juz nawet wszystko zaplanowalam) i tak mnie cieszy. Wszystko planuje, kosztorys robie. Szukam materialów i wykonawców (bo nie wszystko moge zrobic sama). Tylko musze jeszcze przekonac Javiego. Jak mam to zrobic? Boje sie, ze jak go tak bede przekonywala to nas ktos uprzedzi i zwinie mi MOJE mieszkanko sprzed nosa. A wtedy smiertelnie sie obraze na Javiego, na caly swiat i przestane szukac mieszkania. I strace caly interes. Bo taka jestem! Co mam robic?

czwartek, lipiec 14, 2005

Myslalem ze bedzie gorsze

powiedzial Javi po zobaczeniu mieszkanka. Wiedzac, ze jest do remontu spodziwal sie czegos w gorszym stanie i ciemniejszych sypialni. Podoba mu sie. Co mnie bardzo cieszy. Tym bardziej, ze przestraszylam sie, ze po moim entuzjazmie moze spodziweac sie czegos super i nie zastac tego. A on nie ma takiej wyobrazni wnetrzarskeij i potrafi powiedziec: "Nie podoba mi sie to mieszkanie bo ma brzydki kolor scian" albo "Ten salon jest do dupy bo ma brzydkie poduszki polozone na sofie". Ale troche go juz wytrenowalam i nawet pewne zmiany sam zaproponowal. Przenajmniej oboje jestesmy z tych co wyburzaja sciany a nie stawiaja nowe! javi, jesli to jest technicznie mozliwe polaczylby sypialnie z hallem i tam zrobil salon otwarty a w salonie sypialnie.
Tez niezle. Jesli mozna. Bo na jaka cholere korytarz w domu? W ktorym na dodatek nie mieszcza sie zadne meble, ale tu wszystkie meiszkania tak maja. Ten przynajmniej nie jest klaustrofobiczny.
Co Wy na to?
Dzis idziemy ogladac inne mieszkanie w Deusto. Ale ja i tak chce tamto. Te 90 metrów tarasu... Trudno to pobic, 3 min do metra. Na doadatek naprzeciwko nie ma domu tylko przeszklone konserwatorium muzyczne. Nie ma wiec sasiadów gapiów a szklo odbija slonko...
Thor poszedl z Javim i jest zachwycony. Bardzo podobne mieszkanie do ich w Bilbao, ale lepsze. Wiecej swiatla, lepszy taras, wysokosc. Choc 20 metrów mniejsze.

wtorek, lipiec 12, 2005

Szukanie mieszkania

przebiega spokojnie ale nie bez wiekszych emocji. W zeszlym tygodniu widzialam mieszkanie, ktore powalilo mnie na kolana.
Ogloszenie:
2 pokoje, salo, kuchnia, lazienka, taras 90 m, do remontu.
Dla wielu osob to "do remontu" calkowicie przekresla to meiszkanko, ale my wlasnie szukamy czegos do remontu. Bo chcemy miec ladne, nasze mieszkanko a nie takie brzydkie jak inni. Tutaj w ogole ludzie maja okropne mieszkania. Na wysoki polysk, zlocenie, lusterko, ciemne drewno, pelno pokoi i korytarzy. I te oblesne gzymsiki, fryzy czy jak to sie nazywa gipsowe na suficie. I znienawidzone przeze mnie halogeny!!! A o wartosci mieszkania nie decyduje jego metraz tylko liczba pokoi i lazienek. I bylam w 70 metrowym mieszkaniu, w ktorym oprocz salonu, jadalni, lazienek sztuk 2 i kuchni byly 4 sypialnie. 2 musialy byc bez okna!

Poszlam z Amaia bo Javi byl bardzo zajety. I strasznie mi sie podobalo.
Mieszkanie owszem jest do remontu (wedlug mnie), ale w innej agencji nawet powiedzieliby "do zamieszkania od zaraz". Tutaj zazwyczaj ajk mowia, ze do remontu, to jest prawie do odbudowania. A to nie.

Pozytywy:
- taras. Marzenie nie myslalam, ze osiagalne. A jednak...
- rozmiar kuchni ze stolem dla 6 osob i jeszcze jest miejsce! Tutaj kuchnie to zapomniane przez wszystkich pakamery, oblesnie urzadzone.
- stan podlogi: parkiet debowy do wycyklinowania i bez robaków
- dzielnica bardzo dobra, blisko domu rozdiców Javiego, do mojej pracy 15 minut spacerkiem (niestety juz nie 8!) a do Javiego 3 min! Z tarasu widac jego sklep. Moge sie wychylac za barierke i na obiad wolac!
- cena, jak na dzielnice i mieszkanie swietna! Jaka na nasza kieszen znosna.
- wielkosc pokoi i salonu. Mieszcza sie lozka i sa ustawne. Bylam w mieszkaniach gdzie w tzw sypialni nie miescilo sie lozko!
- dystrybucja: rozsadna
-winda i klatka stan bdb, nie spadnie remont na glowe
- stan budynku
- mieszkanie, ktore obiecuje, inspiruje mnie...
- sciany pomalowane na kremowo i biale drzwi! Od razu poczulam sie bardziej swojsko!

negatywy:
- mala lazienka, ale mozna powiekszyc kosztem kuchni, ktora na szczescie jest gigantyczna.
- sypialnie wychodza na patio wewnetrzne: mniej swiatla, ale bardziej intymnie i cicho. A co do swiatla w sypialni, ktora nie jest pokojem dziennym nie jest az tak wazne jak w kuchni, jadalni czy salonie. Czesci dzienna ma swiatla po dostatkiem.

Agenja nie dala mi planu, ale z naszych notatek i pomiarów (Amai i moich) wyrysowalam taki plan w moim programie do projektowania wnetrz! Proporcje mniej wiecej sa takie same chociaz wymiery moga sie roznic.

A balkon zabudowany dodalabym do kuchni.

Znowu na pierwszych stronach gazet!!!

Tym razem byla to druga strona dziennika Deia. Wczorajsze wydanie. W Bilbao w tym tygodniu beda wyscigi samochodowe kategorii troche nizszej niz Formula 1! Beda jechac 300 na godzine przez Bilbao! Czyli masakra... Zabetonowali ulice i postawili siatki odzielajace chodniki. Okropienstwo, ale ponoc ma przyniesc duzo kasy dla miasta i promocje. No nie wiem, nie wiem... I zrobia nam nowe kwietniki i trawniczki i jakis plywajac ogrod! A na tydzien przed tym wydarzeniem zorganizowano przejazd trasa na roleczkach!!! Zjezdzanie w dol mostem Euskalduna nie podoba mi sie wcale. Brrrr.

A oto zdjecie: KLIKNIJ W ZDJECIE ZEBY POWIEKSZYC

poniedziałek, lipiec 11, 2005

REBAJAS

Juz kilka dni temu bylam na wyprzedazach, ale nie mialam czasu zeby podzielic sie z Wami moimi zakupami. Robie to teraz. Dokladnie bylam pierwszego dnia, potem nastepnego i potem jeszcze raz. Teraz kiedy mam prace moge sobie pozwolic na takie wybryki. I to ostatni momento bo jak kupimy mieszkanko (o tym w nastepnym poscie) to koszulki za 3.90 beda mi sie wydawaly drogie.
wiec oto moja lista:

Dzien 1:

- narzuta na lózko, tak, ktora chcialam! Zara Home. Ale ja mam ja za pol ceny! 99€.







- poszewka na poduszke dluga (walek, oni tu nie miewaja kwadrwtowych pojedynczych) w kolorze turkusowym i rozmiarze takim jakim chcialam 45 cm/150 cm. Taka pojedyncza poszewka byla mi potrzebna do kompletu poscieli z Ikei, do ktorej mam dwie poduszki prostokatne, ale troche niskie (puchowe). A do innych poscieli mielismy walek, wiec tak zeby bylo wyzej. Zara Home.
- spodnica blado turkusowa plisowana upatrzona juz dawno do koszulki morskiej, ktora kupilam zima. Promod 12 €.


- komplet do spania: koszulka i majtki z nogawka turkusowe, Oysho, za 8€ znaczy pol ceny.
- dwie pary majtek Oysho za 2,90€
-koszula z cienkiego plocienka niebieskiego Mango Outlet za 2,95€! za te cene nie moglam nie kupic, nie? Amaia fioletowa.

Dzien 2:

- stojak na ksiazke kucharska metalowy piekny! Jota.


- serwetki turkusowe i zielone pistacjowe. Jota. do bieznika w paseczki blado rozowe, turkusowe, zieloniutkie i rozowe na bezowym tle kupionym w IKEI.


Dzien 3:

- koszulka pomaranczowa bez rekawka, Sfera 3.90
- majteczki pomaranczowe Oysho 2.90
-Torebka zielona ortalionowa z mnostwem kieszonek, 9.90 Sfera.

Jeszcze chce sobie kupic spodnie jakies i juz chyba nic. Chyba, ze znajde cos w stylu koszuli z Mango, ze grzech nie kupic!

Jutro wkleje zdjecia zakupów bo przez ostatnie dni nie mialam w domu aparatu cyfrowego. Javi mial ze soba caly czas!

piątek, lipiec 08, 2005

Duzo pracy i ubezpieczenie zdrowotne

Mam ubezpieczenie zdrowotne. Od dzisiaj jestem czlonkiem wielkiej machiny o nazwie baskijska sluzba zdrowia. Fajnie. Teraz moge zaczac pielgrzymke od lekarza do lekarza. Ale nie wiem czy mam na to ochote. Strarzy ludzie sa wszedzie tacy sami... Ale jakbym miala potrzebe to moge isc. Wczesniej tez moglam bo tu pomocy udziela sie wszystkim nie pytajac o ubezpieczenie. Zaplacilam baskisjkie podatki, moge korzytac z baskijskiej sluzby zdrowia (najlepszej na Polwyspie Iberyjskim), ucze sie bakskijskiego a w TV hiszpanskiej nie podaja dla nas prognozy pogody. Ktos jeszcze mysli, ze ja mieszkam w Hiszpanii?
Po kilku okropnych dniach w pracy (zawalona robota az po uszy) wreszcie moge odpoczac. W 3 dni zrobilam chyba wiecej niz przez 2 tygodnie. Inna sprawa, ze praca tutaj pod koniec miesiaca jest ogromna.
Poza tym Javi tez mial bardzo duzo pracy. Przez 4 dni widzialam go moze przez 6 godzin. Bo zorganizowali "dni ludyczne", miniatury, karty, rol etc. Przyjechalo ponad 1500 osob, nie tylko z Hiszpanii a z Kraju Basków zaledwie polowa byla! I przez 4 dni non stop mieli rozne turnieje, pokazy, kursy etc. Javi mial stan i rozne zajecia, np. ogranizowanie turniejów, sponsorowanie, arbitrowanie etc. Poza tym robil interesy. Jako osoba o bardzo wysokiej kulurze osobistej i z latwoscia nawiazujaca kontakty, pogadal, pogadal z dostawcami materialu etc. i pozalatwial kilka niezlych ofert dla sklepów. Ja jestem pelna podziwu dla niego! Wiec straralam sie tez troche z nim tam byc, cos pomoc etc. Cala ekipa sklepu miala pomaranczowe koszulki firmowe, zeby sie wybijac na tle 150 ubranych na czarno w koszulki ze smokiem! I my tez sobie kupilysmy (szalona Amaia i ja) po pomaranczowej koszulce za 3,90€ zeby tam isc. I chlopakom bylo bardzo milo, ze im taka niespodzianke zrobilysmy.

strona sklepu Javiego www.kingdomto.com
strona wydarzenia: http://www.convivenciasludicas.com/
ale tylko po hiszpansku :(

I niestety zapuscilam troche moje blogi. Ale obiecuje poprawe.

piątek, lipiec 01, 2005

Baskijskie podatki

Wczoraj zlozylam moje pierwsze baskijskie zeznanie podatkowe. Czuje sie w pelni zintegrowana z lokalna spolecznoscia! Dostane zwrot! A poza tym przyczyniam sie do rozwoju kraju i walcze z szara strefa! Wszystko pieknie. Wybralam, ze chce zeby moj podatek zostal przeznaczony na cele spoleczne a nie kosciól katolicki, ale niestety nie moglam zaznaczyc, ze chcialabym na sciezki rowerowe albo cos w tym stylu.
Wczoraj skonczyl sie kurs w euskaltegi. Dostalam swiadectwo i promocje na 4 poziom. W uwagach negatywnych, slabych punktach umiescila mi Zurine komentarz podobnej tresci: "W polowie kursu znalazla pelnowymiarowa prace i czesto przychodzila na zajecia zmeczona i nie mogla sie skoncentrowac". Tego, ze zagadywalam innych jak sama skonczylam cwiczenie juz nie dodala. Ale ze bardzo szybko pracuje tak i ze moj rytm odstepuje do sredniej grupy. A to zmeczenie? Pewnie, ze przychodzilam zmeczona. 2 godziny codziennie od 20 do 22 po 8 godzinach pracy... A w pozytywnych, ze podoba mi sie euskera, chce sie nauczyc tego jezyka i to widac. Ze znam juz kilka innych wiec nauka przychodzi mi z latwoscia. Nie mam zadnych problemów ze zrozumieniem i w moim otoczeniu sa osoby baskijskojezyczne, z ktorymi moge cwiczyc jezyk i konsultowac watpliwosci.
A po pracy na zakupy!!! Dzis bowiem zaczynaja sie wyprzedaze. Magiczne slowo REBAJAS...
I tyle. Mam okropnie duzo pracy i dlugi weekend przede mna.