Oczywiscie nie moglo obyc sie bez problemów i stresu. Jak ja nie lubie podrózowac! Pewnie juz Was to dziwi. Ale mi nie chodzi o zwiedzanie, pozanwanie nowych miejsc, ludzi. Ja mam na mysli przemieszczanie sie. Samoloty, lotniska, poczekalnie, bagaz, odbiór bagazu. Autobusy, dworce, bilety, czekanie, kanapki na droge, katering, oblesna kawa w plastikowym kubeczku.
Wrocilam do Bilbao w sobote ale dopiero teraz jakos sie z tego otrzasnelam. Zmylam lotniskowy kurz i zapach. Choc niechec pozostala...
W Warszawie kiedy dojechalsmy na lotnisko powiedzieli nam, ze nie mozna wejsc bo byl alarm. Tak sie fajne zaczela moja podróz. Wiec spytalam jak odlece a oni mi na to, ze nie odlece. Ale ja wiedzialam, ze to nic groznego bo nie ewakuowali lotniska. W pewnym momencie gdy otworzyly sie drzwi do hali odlotów zobaczylam, ze pelna jest ludzi wiec nie moglo to byc nic powaznego. Ale nowych do hali nie wpuszczali.
Wkoncu jednak mnie wpuscili. I az do Bilbao nie wydarzylo sie nic dziwnego. Wszystko w normie, ta sama lotniskowa niewygoda, gardlo wysuszone przez klimatyzacje, stwardniale od suchoty w powietrzu kozy w nosie i szypiace oczy. Do tego bol pleców typowy dla pordrózujacych klasa turystyczna i nowy dla mnie bol kolan. Bo sie ruszac nie moge w tych skorupach. No i znudzenie...
Ach nie, calkiem zapomnialam. Bylo przeladowane lotnisko w Paryzu wiec latalismy przez kwadrans dookola czekajac na pozowlenie na ladowanie.
Przylot do Bilbao. Nie ma moejgo plecaka. I nie zmartwiloby mnie to wcale gdyby nie fakt, ze mialam tam 60 dag kabanosów. Bo ciuchów w domu jeszcze mialam pod dostatkiem. Godzina 22.15. Czekam przy tasmie bo babka z lotniska powiedziala mi, ze Paryz jeszcze ma bagaze w lukach. Wiec ja czekam przy tasmie jak ten palant podczas gdy ludzie ustawiaja sie w kolejce do reklamacji. Tez sie tam ustawilam, ale chyba ostatnia bylam w tej kolejce! Przynajmniej wiedzieli gdzie jest moj plecak, w Paryzu. Przyleci w niedziele samolotem o 9 rano. Przywioza mi go do domu. O 13 w domu plecaka nie ma. Wiec do samochodu i na lotnisko. Nie ma bagazu. Przyleci samolotem o 15, bedzie w domu wieczorem. O 20 dzwonia, ze facet jedzie na Bilbao i ze mi przywiezie. O 24H stracilam wszelka nadzieje. Cale szczescie podalam adres do pracy. W poniedzialek plecak przywiezili okolo godziny 11 do biura. Kabnosy przezyly. Puszka po "langues de chat" nie do konca! Reszta bagazu OK.
I jak tu mozna lubic podroze? Kupie sobie metalowa walizke i bede podrozowala tylko pociagami.
Widok stolicy europejskiej Luksemburga! Jutro moze cos o tym miescie (miescie?) napisze...