środa, sierpień 31, 2005

Kupili nasze mieszkanie

Wszyscy tu wiemy kto jest winny wiec nie bede sie powtarzac. I oczywiscie wiemy, ze nie ja , prawda? Nie wiem jak on teraz znajdzie cos sensownego. Moze dodam jeszcze, ze jemu to mieszkanie bardziej sie podobalo niz mi i ze na mojej liscie byl to numer 2! Jak ktos go chce ochrzanic, chetnie udostepnie adres e- mailowy. Szczegolnie dziewczyny, ktory liczyly na to, ze beda mogly mnie wkrotce odwiedzic.

Wczoraj bylam w kinie

Klamie. To bylo przedwczoraj. Wreszcie udalo mi sie wyciagnac Javiego na film, który chcialam zobaczyc do prawdziwego kina. Bo my, jak juz wielu z Was wie, nie chodzimy do kina oprocz jednego filmu rocznie Woody Allena i "moich" filmów. To znaczy tych, ktore tlumacze. Albo tych, na które mozemy chodzic gratis bo przetlumaczylam inne. Oprocz tlumaczenia fajne jest rowniez to, ze zawsze dostaje podwójne wejsciówki na festiwale na które tlumacze. Wiec ogladamy rozne dziwne rzeczy, czasem warto czasem nie. Wyciagnelam wiec Javiego i zaluje bo wcale mu sie nie podobalo. A mi tak. Film po francusku nazywa sie TOUT POUR PLAIRE i w Hiszpanii wszedl do kin dopiero 5 sierpnia. Bo oczywscie trzeba go bylo zdubbingowac! Grrrrrrrrrrrrr. Pamietam, ze w odpowiedzi na ogloszenie, w ktorym szukano tlumacza do filmów (czyli roboty, ktora dostalam), trzeba bylo odpowiedziec na pytanie "jak czesto chodzisz do kina". Wiec ja nie klamiac wcale powiedzialam, ze prawie nigdy poniewaz nie odpowiada mi oferta komercyjnych kin (innych tu prawie nie ma), ze nienawidze dubbingu i ze wole ogladac filmy na DVD w domu bo wtedy mam wybór, zarówno filmu, jezyka jak i momentu ogladania. Moglo to byc moje zawodowe samobojstwo, ale okazalo sie trafilam w samo sedno. Do tlumaczenia napisów na festiwale intelektualne nie potrzeba latac do kina co weekend na gowniane nowosci zza Atlantyku.
Wracajac do filmu. Bardzo dziewczynski wiec podobal mi sie. To co lubie: kobietki, ladne wnetrza, akcja na ulicach pieknego europejskiego miasta. Nikt nie strzela, nie ma kosmosu, samochodów za duzo, skomplikowanej akcji i meskich mezczyzn. Javi zreszta mial to zastrzezenuie do filmu. Ze wszystcy bohaterowie plci brzydkiej sa w tym filmie osmieszani i oglupiani. No coz, rezyser to kobieta! Ciekawe, mi nie wydali sie osmieszani... Jedna z bohaterek miala powazne klopoty w banku bo wydawala wiecej niz miala (z ta sie jednak nie identyfikuje), ale wydawala te kase w tych samych sklepach co ja. Wyrzucal jej to jej piekny bankier: Ikea 600€, Habitat 400 €... A posciel w domu innej byla wlasnie z Habitatu, szafki z Ikei, lampy tez. A ciuchy, no cóz , ja tam duzo Zary widzialam...
Polecam wszystkim kolezankom, ktore lubia dziewczynskie filmy.

poniedziałek, sierpień 29, 2005

Mieszkanie "tolerowane"

Javi byl dzisiaj w ratuszu i przy okazji zapytal o sytuacje prawna, planowane budowy, zmiany lub wyburzania, ktore moglyby dotyczyc naszego przyszlego mieszkanka. Na przyklad plany wyburzenia budynku w przyszlym roku. I okazuje sie, ze mieszkanie nie spelnia wymogów, ktore stawia ratusz ale podchodzi pod kategorie "mieszkania tolerowanego". W podobnej sytuacji jest ponad 90% mieszkan w Bilbao. Co oznacza, ze niespelna 10% spelnia te wymogi. I wcale mnie to nie dziwi. Bo z tego co widze to wiekszosci mieszkan znajomych nie spelnia tych wymogów. W tym z pewnoscia chodzi o to, ze oko z lazienki nie wychodzi na ulice tylko na taki tunel-komin do wietrzenia. Co zreszta zamierzamy zamknac calkowicie. Ale nie martwicie sie. To nie zmienia absolutnie naszego wyboru. I tak ci spelniajacy wymogi sa w mniejszosci. I to jakiej!
Jesli chodzi o zmiany terytorialne. Byc moze zrobia tam ulice piesza, znaczy deptak. Bo jest taki projekt. I sciezke rowerowa tuz za domem.

środa, sierpień 24, 2005

Powrót

Oczywiscie nie moglo obyc sie bez problemów i stresu. Jak ja nie lubie podrózowac! Pewnie juz Was to dziwi. Ale mi nie chodzi o zwiedzanie, pozanwanie nowych miejsc, ludzi. Ja mam na mysli przemieszczanie sie. Samoloty, lotniska, poczekalnie, bagaz, odbiór bagazu. Autobusy, dworce, bilety, czekanie, kanapki na droge, katering, oblesna kawa w plastikowym kubeczku.
Wrocilam do Bilbao w sobote ale dopiero teraz jakos sie z tego otrzasnelam. Zmylam lotniskowy kurz i zapach. Choc niechec pozostala...
W Warszawie kiedy dojechalsmy na lotnisko powiedzieli nam, ze nie mozna wejsc bo byl alarm. Tak sie fajne zaczela moja podróz. Wiec spytalam jak odlece a oni mi na to, ze nie odlece. Ale ja wiedzialam, ze to nic groznego bo nie ewakuowali lotniska. W pewnym momencie gdy otworzyly sie drzwi do hali odlotów zobaczylam, ze pelna jest ludzi wiec nie moglo to byc nic powaznego. Ale nowych do hali nie wpuszczali.
Wkoncu jednak mnie wpuscili. I az do Bilbao nie wydarzylo sie nic dziwnego. Wszystko w normie, ta sama lotniskowa niewygoda, gardlo wysuszone przez klimatyzacje, stwardniale od suchoty w powietrzu kozy w nosie i szypiace oczy. Do tego bol pleców typowy dla pordrózujacych klasa turystyczna i nowy dla mnie bol kolan. Bo sie ruszac nie moge w tych skorupach. No i znudzenie...
Ach nie, calkiem zapomnialam. Bylo przeladowane lotnisko w Paryzu wiec latalismy przez kwadrans dookola czekajac na pozowlenie na ladowanie.
Przylot do Bilbao. Nie ma moejgo plecaka. I nie zmartwiloby mnie to wcale gdyby nie fakt, ze mialam tam 60 dag kabanosów. Bo ciuchów w domu jeszcze mialam pod dostatkiem. Godzina 22.15. Czekam przy tasmie bo babka z lotniska powiedziala mi, ze Paryz jeszcze ma bagaze w lukach. Wiec ja czekam przy tasmie jak ten palant podczas gdy ludzie ustawiaja sie w kolejce do reklamacji. Tez sie tam ustawilam, ale chyba ostatnia bylam w tej kolejce! Przynajmniej wiedzieli gdzie jest moj plecak, w Paryzu. Przyleci w niedziele samolotem o 9 rano. Przywioza mi go do domu. O 13 w domu plecaka nie ma. Wiec do samochodu i na lotnisko. Nie ma bagazu. Przyleci samolotem o 15, bedzie w domu wieczorem. O 20 dzwonia, ze facet jedzie na Bilbao i ze mi przywiezie. O 24H stracilam wszelka nadzieje. Cale szczescie podalam adres do pracy. W poniedzialek plecak przywiezili okolo godziny 11 do biura. Kabnosy przezyly. Puszka po "langues de chat" nie do konca! Reszta bagazu OK.
I jak tu mozna lubic podroze? Kupie sobie metalowa walizke i bede podrozowala tylko pociagami.

Widok stolicy europejskiej Luksemburga! Jutro moze cos o tym miescie (miescie?) napisze...

piątek, sierpień 05, 2005

Ostatni dzien w pracy

przed wakacjami, oczywiscie. Nie wiem jak, ale uporalam sie juz z moimi raportami. To znaczy wiem jak, trzy dni zostalam po godzinach. Ja i pol biura.
Kupilam sobie wczoraj retro budzik z radiem. Akurat, zeby nie zaspac w ostatnim dniu przed wakacjami!
Nie wiem czy bede miala czas i okazje do napisania czegos podczas najblizszych 2 tygodni. Jesli nie, zycze milych wakacji!

poniedziałek, sierpień 01, 2005

I chyba znalezlismy mieszkanie...

W piatek po mojej pracy poszlismy zobaczyc dwa mieszkania. Pierwsze swietne, drugie straszna kicha. Pierwsze 2 przecznice od sklepu Javiego i 10 minut od mojej pracy. 2 pokoje, salonik (bo nie salon), kuchnia, lazieneczka i hall. I to wszystko na 50 metrach. Ale bardzo dobry rozklad. Sypialnie sa duze i mieszcza sie lozka i szafy. Salonik bysmy polaczyli z kuchnia. Mieszkanie jest do remontu: kuchnia, lazienka, okna (stare i duze!), podloga. Wysokie pierwsze pietro, mniej wiecej na wysokosci drugiego. Wszystkie okna wychodza na ulice, ktora konczy sie gora i ma duzo swiatla. Jest strasznie tanie. Jesli w ogole mozna uzywac tego slowa w odniesieniu do mieszkania! Ale powiedzmy, ze w porownaniu z oferta i jak nadzielnice, cena jest swietna. I pewnie do czasu kiedy bedziemy mogli je kupic (2 tydzien wrzesnia) ktos juz je nam zwinie. A moze nie? Javiemu bardzo sie spodobalo. I nawet z remontem wychodzi taniej niz poprzednie. Moje serce woli tamto, alw rozum wie, ze to jest lepsza oferta. Zobaczymy...
A w domu mamy juz wielki telewizor. Jaki to luksus ogladac TV na duzym ekranie. Szkoda tylke, ze nic nie ma w telewizji...