piątek, wrzesień 30, 2005

Skonczylo sie szukanie mieszkania!!!


Dzis rano podpisalismy wstepna umowe, wplacilismy 1800€ a w czwartek podpisujemy prawdziwa umowe i wplacamy 10 % wartosci. Cale szczescie dzisiaj dostalam pensje bo po zaplaceniu mojej polowy troche sie poczulam biedniejsza. Ale teraz jest juz OK. Brajki na koncie zasilone nowa pensja :). Potem notariusz, bank i dom jest nasz. Na spolke z bankiem, ale cale szczescie bank nie bedzie chcial z nami mieszkac. Ma lepsze lokale i nasze male mieszkanko go nie interesuje.
Krotki opis. Siodme ostatnie pietro. Na szesciu pozostalych jest po 4 lokatorów a na 7 tylko my. Nie mamy wiec sasiadów ani obok, ani na przeciwko ani nad nami. Tylko pod nami...
Dwa pokoje, lazienka, kuchnia i salonik, do którego wchodzi sie bezposrednio z klatki. To znaczy nie ma przedpokoju ani nic w tym stylu.
Co do wystroju... hmmmmmmm... Jak na tutejsze warunki nie jest zly, ale to jeszcze nie to. Kilka malych zmian, jakies male malowanko i juz. Kilka wycieczek do Ikei i paru innych sklepów, na ktore nas bedzie jeszcze stac i juz.
Kuchnia jest do wymiany, ale nie od razu. Jest brzydka i malo praktyczna, ale spelnia swoja funkcje. I jest nowa. A ze brzydka...
Mieszkanie jest w bardzo dobrym stanie bo jakies 3 lata temu przeszlo generalny remont z wymiana okien, podlogi, instalacji wlacznie. I ma ogrzewanie indywidualne, ktore bede mogla sobie programowac. Na przyklad zeby sie wlaczalo codziennie na pol godziny przed budzikiem, zebym miala cieplo w lazience.
Jesli chodzi o poprzednich wlascicieli, nie ma z nimi problemu. On juz sie wyniósl a ona tez kiedy tylko zamknie sprzedaz spada i zostawia nam mieszkanie.

JAK SIE CIESZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A w poniedzialek nowy rok szkolny na baskijksim. Tez sie ciesze, ale nie tak jak z mieszkanka!

wtorek, wrzesień 20, 2005

Losowanie

Jak to bylo do przewidzenia nie zalapalam sie na zaden kurs organizowany przez ratusz. Na fotografie jestem 12 na liscie rezerwowych a na joge 31! 23 dowiemy sie czy mialam wiecej szczescia w szkole jezykowej. Mam nadzieje, ze chociaz na baskijski sie zalapie bo na angielski raczej nie mam szans.
No coz, ja mam chyba szczescie w milosci. I tak prawde powiedziawszy to wole taki uklad. No wracam do roboty.

wtorek, wrzesień 13, 2005

I po wyzerce

Na kolejna trzeba bedzie poczekac do Gwiazdki albo znajac nasze tempo do nastepnej jesieni...
Nazarlam sie miecha za wszystkie czasy. Teraz moge wrocic do mojej kurczakowo-warzywnej diety. Oczywiscie nie jestem na zadnej diecie bo za bardzo kocham jedzenie.

Poza tym idziemy dzis zobaczyc po raz drugi mieszkanie z niebieska podloga. Moze bedzie nasze?Chcielismy je pokazac Mamie Javiego. Nie to, zebysmy sie jakos liczyli z jej opinia. Tak przez grzecznosc ro robimy. Mam przy sobie aparat wiec moze pstrykne jakies zdjecie. A moze sie bede za bardzo wstydzila przy gospodarzach, ktorzy badz co badz sa jego wlascicielami. A moze ich nie bedzie??? Nie wiem, nie wiem.

Oprocz yogi i fotografii, zapisalam sie jeszcze na baskijski i angielski. Zobaczymy co z tego wyniknie. Mysle, ze mam szanse na baskijski bo zaczyna sie od Ñ.
20 losowanie kursów "ratuszowych"...

piątek, wrzesień 09, 2005

Obiad firmowy

Dzisiaj po pracy idziemy na obiad firmowy. Taka wspolna wyzerka na koszt firmy, ktora przypada na okres bozonarodzeniowy a u nas nieco opozniona. Wybieramy sie do restauracji typu sidrería. Dom w gorach, drewniane stoly, obrusy w kratke i wiejskie jedzenie. Nie jest to wprawdzie sidrería, ale cos na ksztalt. Nie ma prawdziwej karty dan i je sie typowe dla miejsca zarcie. Tu robia miecho na zarzacych sie wegielkach. Mniam, mniam, mniam... Ostatnio jestem bardzo miesozerna... Az sie glodna robie na sama mysl. A miejsce jest polozone w gorach, wsrod zieleni. Pieknie. I pogoda sie polepszyla.
Mieszkanie. Po ostatnich wizytach prawie sie zalamalam. Nie ma tu nic ciekawego. Ja na miejscu tych ludzi umieralabym ze wstydu pokazujac moje mieszkanie potencjalnemu kupcowi. Wiec widzac to wszystko, upewnilismy sie w przekonaniu, ze ostatni nasz wybór jest trafny. Zdecydowane. Kupujemy to mieszkanko z niebieska podloga! Zadzwonilam wczoraj z kilkoma pytaniami szczegolowszymi dotyczacymi mieszkania, ale wszystko wskazuje na to, ze to bedzie nasz dom.

środa, wrzesień 07, 2005

Yoga i fotografia

Zapisalam sie na dwa kursy organizowane przez ratusz: na yoge i fotografie. Fotografia bo chce i w zeszlym roku sie nie dostalam a yoga bo odpowiada mi miejsce gdzie odbywaja sie zajecia. Ale nie znaczy to, ze bede chodzic na te kursy. Moze tak a moze nie. Problem polega na tym, ze to taki tutejszy MDK i miejsca sie losuje. Losowanie bedzie 20 wrzesnia, ale podobno to jedna wielka sciema. Ja jednak sie zapisuje i licze na szczescie. Od dziecka bowiem charakteryzuje mnie wysoki poziom naiwnosci. Wierze w tyle spraw przegranych, ze az smutno. Kursy sa tanie i maja wielu chetnych wiec zobaczymy. Jedno jest pewne, nie zapisujac sie , na 100% by mnie nie wybrali. Jak w tej reklamie francuskiego totolotka: 100% de gagnants ont tenté la chance...
Poza tym mam zamiar zapisac sie tez na baskijski do szkoly panstwowej. Znowu nikle szanse. Tu znowu tworzy sie grupy w porzadku alfabetycznym zaczynajac od wczesniej wylosowanej litery (innej dla kazdego jezyka). Ale w tym roku euskera ma literka Ñ, wiec moze sie uda. W zeszlym bylam bez szans bo zaczeli od G.
I taki spelniam ambitne plany Unii Europejskiej, ktora marzy o tym, aby ludzie uczyli sie i doszkalali przez cale zycie.
Bo ja to tak bez fotokopi i kolorowych flamastrów nie moge!
Koncze prace i lece ogladac 4 mieszkania!

wtorek, wrzesień 06, 2005

Bilbao jest nie do wytrzymania w tych dniach

Wrocili ludzie z wakacji i snuja sie bez sensu po ulicach. Dzieciaki nie maja jeszcze szkoly ale rodzice juz wrocili do pracy. Ulice pelne sa wiec dzieci z niankami albo dziadkami. Przejsc nigdzie spokojnie nie mozna. A tak tu latem bylo fajnie i pusto. Szczegolnie zadowoleni byli kierowcy. Jezdzilo sie ponoc swietnie, parkowalo byle gdzie i gratis. Ale sie skonczylo...
A my dalej szukamy mieszkania. Piatkowe wizyty bardzo owocne. Widzielismy mieszkanie, ktore wysunelo sie na pierwsze miejsce na naszej liscie chodziaz jest wyremontowane i urzadzone. Wiem, ze ja nigdy nie chcialam kupic mieszkania urzadzonego, ale to nie jest zle. Poza tym tutaj mieszkania do remontu wymagaja zazwyczaja generalnego remontu z rozpruwaniem scian, wywalaniem i stawianiem murków, instalacja ogrzewania, podlogi, wymiana okien, wymiana rur, robieniem kuchni i lazienki od zera. Wiec oprocz funduszy pochlania to mnóstwo czasu i przy tutejzym rytmie pracy, do emerytury bysmy sie z tym chyba nie wyrobili. Jeslie wiec chcemy zamieszkac wkrotce w naszym mieszkanku, musi byc ono juz wyremontowane.
To jest dosc nowoczesne, dla mnie normalne ale dla tubylców BARDZO nowoczesne. I ma parkiet farbowany na ciemno niebieski. Brzmi fatalnie, nie? Ale wyglada lepiej. Szczegolnie pasuje do tego mieszkania. I lazienka niezla. I okna nowe i ogrzewanie ma i bierzaca ciepla wode... Ja wiem, ze w Polsce to wszysto brzmi normalnie, ale tutaj to jak sen... Ogrzewanie.... Kaloryfer...
Jedyne co mi sie nie podoba i wymaga zmiany (ze wzgledów estetycznych) to kuchnia.
Ale jutro i tak idziemy zobaczyc 3 lub 4 mieszkania. Na calego! Jak zabawa to zabawa. a mnie to ostatnio bawi.
Zakupy. zakiet sobie kupilam. Trawisto zielony. Taki jaki od ponad miesiac chcialam, ale za pol ceny!
javi mi kupil piekne pizamowe spodnie, bo przegral zaklad.

piątek, wrzesień 02, 2005

5 mieszkan do zobaczenia

Na dzisiejsze popoludnie mamy przewidzianych 5 wizyt "nieruchomosciowych". Nie znaczy to jednak, ze zobaczymy 5 mieszkan. Ale o tym za chwile. Idziemy na calosc i chodzimy od agencji do agencji i wszystko sprawdzamy. I umawiamy sie na wizyty. A skoro juz bedziemy w jakiejs okolicy, to czemu nie zobaczyc podobnego mieszkania na sasiedniej ulicy? W koncu za ogladanie sie nie placi a ja tak kocham chodzenie po cudzych mieszkaniach...
Jedno szczegolnie przykulo moja uwage. Podoba mi sie okolica (niedaleko Avenida Universidades! i kolejki na Artxande!) i mieszkanie. Widzialam okna w salonie i sa 2! Balkonowe. I maja barierki z zelaza kutego. Tutaj sie mowi o nich "okna paryskie". I pomalowane na bialo a podloga to parkiet z jasnego drewna. Zapowiada sie niezle. Zobaczymy. Jest troche drogie, ale ponoc wyremontowane (to tez zobaczymy). Ale przynajmniej ma nowe okna, podloge i ogrzewanie. To ostatnie tu nalezy prawie do kategorii luksus lamany na kaprys. I nie mowicie mi "a po co w Hiszpanii ogrzewanie?". Bo tu jak w kieleckim. I zima przy tej wilgotnosci, kiedy pol Atlantyku wisi w powietrzu a drugie pol wciska mi sie pod kurtke jest ochydnie. A na termometrze moze i byc 12 stopni na plusie.
Wracajac do mieszkan... Zobaczyla to, ktore mi sie podobalo na wystawie jednej agencji i bylo tansze niz w drugiej, z ktora sie zreszta umówilismy na popoludnie. Weszlismy, bla, bla, bla i ja sie uparlam, zeby je zobaczyc. Choc nie wiem po co bo juz i tak bylismy umówieni. Javi nie jest pewien czy to jest to samo (ja tak i dlatego tez dzis wygram koszulke nocna z Oysho w zakladzie z J. Ja nawet chcialam postawic 100€, ale moja pewnosc siebie go zniechecila...). I ja mowie do niego w agencji (po polsku oczywiscie): chodz, zobazcymy je lepiej i bede miala czas mu sie przyjrzec i szczegolom. Wiec idziemy. Ale teraz mamy problem bo okazuje sie, ze wlascicielka tak mieszka i tam bedzie. I co? Zobaczy nas 2 razy? Nie wiemy jeszcze jak to rozegrac... Jakis pomysl???
Taki bylby nasz widok gdybysmy kupili mieszkanie, o ktorym mowilam...